Świadectwa
Islandia, marzec 2002 rok
Przed wieloma laty byłam na rekolekcjach wakacyjnych (oazowych), gdzie doświadczyłam łaski Bożego przebaczenia, Jego miłości. Stało się to w trakcie Sakramentu Pojednania. Myślę, że było to ważne wydarzenie w moim życiu - nawrócenie. Spowiedź wkrótce zaczęła się wiązać z kierownictwem duchowym. Była też codzienna Eucharystia i lektura Pisma Świętego. Kilka innych osób również przeżywało coś podobnego. Spotykaliśmy się razem na comiesięcznych dniach skupienia, dni wyciszenia, pustyni. Była modlitwa osobista i wspólna. Sakrament Pojednania i kierownictwo duchowe. To Boże ciche i spokojne prowadzenie z perspektywy czasu widzi się wyraźniej. Przeżywanie wspólnoty z Bogiem zbliżało też nas nawzajem do siebie. Tak wyglądały początki Wspólnoty Jordan z mojego punktu widzenia, choć były także wody z innego źródła, inne osoby, które również znalazły się w Jordanie. Trzy i pół roku w tej wspólnocie było dla mnie darem. Uczyłam się żyć z innymi, uczyłam się tajemnicy przebaczenia i wspólnej radości. W Jordanie Ojciec powiedział do Jezusa: "Tyś jest mój Syn umiłowany". W tej wspólnocie ja mogłam usłyszeć: "Tyś jest moja córka umiłowana". Uczyłam się przyjmować miłość Bożą, uczyłam się być umiłowanym dzieckiem Boga, zwłaszcza kiedy wspólnie w ciszy trwaliśmy przed Najświętszym Sakramentem. Był to także czas rozważania woli Bożej przez kierownictwo duchowe, modlitwę i wspólne dzielenie się pragnieniami i wątpliwościami. Stanowiło to dla mnie pomoc w podejmowaniu różnych decyzji, też tych, które tyczyły się powołania. Dzięki temu, że byłam razem z ludźmi, którzy na co dzień szukają woli Bożej i ja miałam odwagę pytać się o nią i odpowiedzieć na nią (odpowiedzieć z pomocą łaski). Z ludźmi ze Wspólnoty Jordan czułam się związana też w czysto ludzki sposób. Jednocześnie moja świadomość odejścia łączyła się z poczuciem wolności, ale też wsparcia z ich strony. Dziękuję Jezusowi, że postawił mnie we Wspólnocie Jordan.
Katarzyna Podsiadlik
Karmel Niepokalanej Pani Jasnogórskiej i św. Józefa
Poznań, dnia 5 kwietnia 2002 roku
We Wspólnocie Jordan byłam niejako od początku. Jest bowiem ona historią mojej wspólnoty z Bogiem. Pamiętam sierpniowy wieczór 1997 r., gdy po wielu rozmowach z ks. Tomaszem Knopem (był nowym wikariuszem w parafii w Złotym Potoku, ja zaś mieszkałam w Janowie) przeżyłam spowiedź, która stała się dla mnie początkiem wszystkiego, początkiem mojego nowego życia. Ksiądz powiedział wtedy do mnie słowa, których jeszcze nie rozumiałam, ale głęboko zapadły mi w serce: "Dziś narodziła się Wspólnota". Albowiem "Gdzie dwóch lub trzech..." We wrześniu zebrało się kilka osób z parafii złotopotockiej, z Janowa. W każdy wtorkowy wieczór spotykaliśmy się w Kościele i rozważaliśmy od początku Ewangelię św. Jana. Tamte wieczorne spotkania, w ciemnym kościele (p.w. św. Jana Chrzciciela) dla mnie były jak snopy światła, ukazujące odwieczną Obecność Chrystusa w moim życiu i to jaki jest mój Bóg. W pierwszy dzień Adwentu Beatka (jedna z osób chodzących na wtorkowe spotkania) przyjęła Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Ja oddałam swoje życie Jezusowi w Boże Narodzenie 1997 r. Od wrześniowych spotkań w kościele zostałyśmy we dwie. Jezus nawracał po dwóch... Przez pół roku modliliśmy się w trójkę: ks. Tomasz, Beatka i ja. Pragnęliśmy wspólnoty w Chrystusie, o której tak dużo mówił nam ksiądz. Zawierzaliśmy nasze pragnienia Bogu na modlitwie. Później były rekolekcje wielkopostne w Zespole Szkół Rolniczych w Złotym Potoku. Młodzież zaczęła się nawracać, szukać Boga i środków, aby wytrwać w wierze. Zaczęłyśmy prowadzić swoje grupy. Stopniowo od cotygodniowych spotkań wchodziłyśmy we wspólnotową Eucharystię czwartkową, modliłyśmy się każdego dnia Słowem Bożym. Zarazem staraliśmy się pogłębiać naszą wiarę uczestnicząc w Seminarium Odnowy w Duchu Świętym (na Jasnej Górze), na Kursie Filipa i Kursie Pawła (Szkoła Nowej Ewangelizacji w Stryszawie), poznaliśmy też międzynarodową wspólnotę ewangelizacyjną ICPE. Sami też podejmowaliśmy się prowadzenia rekolekcji, ewangelizacji w różnych parafiach. Życie wspólnotowe stało się moim życiem, obfitym życiem. Dzięki Wspólnocie trwałam przy Chrystusie, nawzajem wspieraliśmy się, utwierdzaliśmy się w wierze, w tym, że idziemy dobrą drogą. Zarazem poznawałam swoje dary, którymi mogę służyć, ale i słabości. Był czas zachwytu, ale i czas mocnego oczyszczenia własnego egoizmu i motywacji życia z Chrystusem. Bez obecności ludzi ze Wspólnoty nie mogłabym siebie tak poznać, ani wytrwać w wierze poznając własną nędzę i grzeszność. Trwając we Wspólnocie, radując się codzienną Eucharystią, codzienną godziną adoracji Najświętszego Sakramentu, pod opieką stałego spowiednika i kierownika duchowego mogłam w pełni wzrastać w Kościele i dla Kościoła. Głos Chrystusa, aby być Jego szczególną własnością odezwał się we mnie z wielką siłą. Życie dla Niego i z Nim pociągało mnie, im bardziej takiego życia kosztowałam. Czułam, że Jezus chce, abym oddała Mu się przez śluby, w klasztorze. Widziałam, że Wspólnota i to wszystko, co jej zawdzięczam była dla mnie etapem na drodze do życia konsekrowanego. Dziś, kończąc nowicjat SS Urszulanek Unii Rzymskiej wiem, że bez Wspólnoty Jordan nie byłoby mnie tutaj, nie byłabym tak dobrze przygotowana do życia wspólnotowego, sakramentalnego, do misji ewangelizacyjnej Kościoła. Moja Wspólnota Jordan wspierała mnie do końca w moim wyborze, pomagała modlitwą, obecnością, ale także materialnie (bym mogła zgromadzić różne rzeczy, potrzebne przed wstąpieniem do zakonu). Ludzie ze wspólnoty są dla mnie, jak najbliższa rodzina (i bardziej nawet, bo przez więzy duchowe!). Cieszę się ogromnie darem tej Wspólnoty, ich trwaniem, nowymi nawróceniami i ufam, że to jest dzieło Boże, wyrosło bowiem z modlitwy i pragnienia... Wielbię Boga w Trójcy jedynego we wszystkim, co uczynił mi w darze Wspólnoty Jordan, we wszystkim, co uczynił każdemu z nas. Chwała Panu!
s. Maria Magdalena Masłoń
Stara Wieś, kwiecień 2002 roku
Moje pierwsze spotkanie ze Wspólnotą Jordan to rok 1998. Postawił mnie Pan w tej Wspólnocie i jest ona dla mnie ogromnym darem. U początków mojego nawracania się była dla mnie miejscem bezpiecznym, taką ochroną, dobrym i zdrowym środowiskiem rozwoju. Na to jak ukształtowała mnie Wspólnota najlepszym dowodem jest to, że w niej odkryłam moje powołanie i jestem teraz w postulacie Wspólnoty Niepokalanej Matki Wielkiego Zawierzenia. W Jordanie przez wszystkie te lata utworzyła się podstawa tego powołania - serce zdolne usłyszeć wezwanie Pana i na nie odpowiedzieć. We Wspólnocie Jordan nauczyłam się modlitwy prawdziwej, częstej Eucharystii, rozważania Słowa Bożego. Początki były oczywiście powierzchowne, ale Pan uczył schodzenia w głębiny przez wspólną modlitwę i formację. Z tego miejsca czerpałam przez blisko trzy lata, by móc rozdawać. Wiele otrzymałam - obym teraz tego nie zmarnowała i nie zatrzymała dla siebie. Dar Pana mogę docenić patrząc z perspektywy czasu - dał to co najlepsze i nie pozwolił mi zgasnąć - co stałoby się na pewno bez oparcia w modlitwie Wspólnoty i bez trwałych postaw ludzi.
Agata Bednarczyk postulantka Wspólnoty Niepokalanej Matki Wielkiego Zawierzenia
Mam na imię Iza. Na oazie II stopnia jestem pierwszy raz. Zanim przyjechałam na rekolekcje bardzo oddaliłam się od Boga. Wakacyjne rozleniwienie sprawiło, że stopniowo usuwałam Jezusa na dalszy plan, a Jego miejsce zajmowała telewizja, muzyka, rozmowy z przyjaciółmi. Nie starczało już czasu na modlitwę, a nawet jeśli miałam możliwość spotkania z Jezusem, szybko znajdowałam mnóstwo powodów, by tylko się nie modlić. Stopniowo coraz więcej czasu spędzałam na oglądaniu telewizji, aż wreszcie stałam się jej niewolnikiem. I kiedy zorientowałam się, że nie panuję nad tym, było już za późno. I pewnie było by tak, że brnęłabym coraz głębiej w to zniewolenie, gdyby Pan Bóg nie zesłał mi oazy. To dzięki Niemu tu jestem. Na początku było mi trudno, prześladowały mnie sceny z filmów, powracałam myślami do domu, chyba tęskniąc trochę za tym, co zostawiłam. Byłam w tym bardzo podobna do Izraelitów, którzy wyprowadzeni z Egiptu szemrali przeciwko Bogu. Ale Bóg wzbudził we mnie pragnienie porzucenia takiego bezcelowego życia i nawrócenia. Pokazał mi wszystkie grzechy, ale także dał możliwość oczyszczenia się i sposób na to, jak zaradzić zniewoleniom. Otóż w swej wielkiej miłości wyszedł do mnie, chcąc mnie wyzwolić, wyprowadzić z Egiptu. Jakby swą obecność i przychylność potwierdzając znakami, słowami: "Kocham cię" i ode mnie zależało, czy przyjmę Jego dar. Podjęłam życiową decyzję i powiedziałam swoje "fiat", swoje tak. W modlitwie pragnę oddać Mu swoje życie i zawrzeć z Nim osobiste przymierze, którego znakiem jest KWC (Krucjata Wyzwolenia Człowieka), którą mam zamiar podpisać. I choć przede mną jeszcze spowiedź św. To wiem, że Bóg chce mego wyzwolenia i da mi siłę, by się oczyścić. I to jest jeden z owoców tych rekolekcji: oddanie całej siebie Jezusowi razem z moją całą nędzą. A po rekolekcjach myślę, że z pomocą łaski Bożej jestem w stanie wytrwać i świadczyć o Jezusie w moim środowisku, choć wie, że to nie będzie łatwe.
Chwała Panu!
Mam na imię Basia, mam dziewiętnaście lat. Mój ojciec zawsze miał problemy z alkoholem. W domu prawie cały czas były awantury i bijatyki. Kiedy miałam trzynaście lat. Ojciec wyprowadził się i założył nową rodzinę, a ja nie potrafiłam wybaczyć mu tych wszystkich krzywd jakie nam wyrządził. Po spowiedzi i wielu rozmowach z kapłanem wydawało mi się, że już wszystko jest w porządku, ale Pan Jezus pokazał mi na tych rekolekcjach, że to nie prawda. Podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem była prośba, aby przebaczyć teraz swojemu ojcu. Ja, która myślałam, że mam już to za sobą rozpłakałam się, a przed oczami stanęły mi wszystkie obrazy z dzieciństwa. Wtedy Pan Jezus przyszedł z wielką łaską uzdrowienia, iż mogłam powiedzieć patrząc na to wszystko "tatko - kocham cię". Są to słowa, których nie byłam wstanie wypowiedzieć wcześniej myśląc o moim ojcu, ale teraz dzięki łasce Bożej mogę się za niego szczerze modlić i mam nadzieję, że gdy zobaczę się z nim po oazie Pan Bóg da mi siłę, abym mogła mu powiedzieć o tym, że go kocham.
Za to wszystko dzięki Ci Boże!
Pierwsze moje nawrócenie dokonało się trzy lata temu, jednak nie od razu wszystko uległo zmianie. Do tego czasu nie zawsze rozumiałam sens ciągłego powstawania z grzechu i walki z moimi słabościami. Podczas tych rekolekcji prawdziwie poczułam się jak naród Izraelski, który ciągle odchodził od swojego Boga i nie służył mu całym sercem. Pan Bóg uświadomił mi, że najważniejsze jest to, że to moje wyzwolenie z niewierności Jemu ma się dokonywać tylko Jego mocą. "On sam przychodzi, by mnie wybawić". Działo się to zwłaszcza podczas codziennego rozważania Słowa Bożego, kiedy zaczynałam dostrzegać swoją słabość, a jednocześnie Pan Bóg przychodził w darze pokoju. Dawało mi to pewność, że to On sam walczy za mnie. Męka i Zmartwychwstanie Chrystusa stały się moją siłą. Pan Bóg mnie wychowuje i kształtuje. Widzę, że podczas tych rekolekcji pozwolił mi zrozumieć to, co jest głębokim sensem chrześcijaństwa: rezygnacji z wielu rzeczy ze względu na Niego. Jeżeli On mi się dał cały podczas swej męki, to cóż mogę zrobić ja, Jego stworzenie? Daję Mu to, co mogę dać: swoją wolność, przyjemność, przyjaciół... To Bóg daje mi siłę, aby móc z tego zrezygnować. On za mnie walczy.
Chwała Panu!
Ania Banaszkiewicz
Przyjeżdżając na te rekolekcje nie czułam potrzeby przemiany życia. Wydawało mi się, że od nawrócenia konsekwentnie idę drogą ku świętości. Myślałam, ze strasznie się staram i jestem tak wierna Bogu, że nic mi już nie potrzeba. Pan Jezus jednak myślał inaczej. Od początku rekolekcji mówił do mnie w kazaniach, wykładach i świadectwach (szczególnie mojej grupy). Ja rozumiałam, lecz nie potrafiłam przyjąć. Dopiero w trakcie Drogi Krzyżowej coś zaczęło we mnie pękać. Jezus po kolei zaczął wyciągać najboleśniejsze sceny mojego życia. Zbuntowałam się, choć wiedziałam, że jest to bez sensu i zaczęłam mocować się z sobą - walczyć. Trudno opisać jak bolesnym jest miażdżenie własnej pychy. Lecz w czasie modlitwy wieczornej Pan powiedział przez czyjeś usta: "Nie bój się. Wystarczy ci mojej łaski". Poczułam, że słowa te są specjalnie dla mnie i że choć boję się łaski - to ona mnie ściga. Uwierzyłam w to i od tego czasu z ochotą zaczęłam oddawać się bolesnej interwencji Jezusa i zdecydowałam się na spowiedź generalną. Staram się znów zaufać Jemu, nie sobie, uwierzyć Jego słowu i poddać się Jego uzdrowieniu.
Marysia W.
Przed wieloma laty byłam na rekolekcjach wakacyjnych (oazowych), gdzie doświadczyłam łaski Bożego przebaczenia, Jego miłości. Stało się to w trakcie Sakramentu Pojednania. Myślę, że było to ważne wydarzenie w moim życiu - nawrócenie. Spowiedź wkrótce zaczęła się wiązać z kierownictwem duchowym. Była też codzienna Eucharystia i lektura Pisma Świętego. Kilka innych osób również przeżywało coś podobnego. Spotykaliśmy się razem na comiesięcznych dniach skupienia, dni wyciszenia, pustyni. Była modlitwa osobista i wspólna. Sakrament Pojednania i kierownictwo duchowe. To Boże ciche i spokojne prowadzenie z perspektywy czasu widzi się wyraźniej. Przeżywanie wspólnoty z Bogiem zbliżało też nas nawzajem do siebie. Tak wyglądały początki Wspólnoty Jordan z mojego punktu widzenia, choć były także wody z innego źródła, inne osoby, które również znalazły się w Jordanie. Trzy i pół roku w tej wspólnocie było dla mnie darem. Uczyłam się żyć z innymi, uczyłam się tajemnicy przebaczenia i wspólnej radości. W Jordanie Ojciec powiedział do Jezusa: "Tyś jest mój Syn umiłowany". W tej wspólnocie ja mogłam usłyszeć: "Tyś jest moja córka umiłowana". Uczyłam się przyjmować miłość Bożą, uczyłam się być umiłowanym dzieckiem Boga, zwłaszcza kiedy wspólnie w ciszy trwaliśmy przed Najświętszym Sakramentem. Był to także czas rozważania woli Bożej przez kierownictwo duchowe, modlitwę i wspólne dzielenie się pragnieniami i wątpliwościami. Stanowiło to dla mnie pomoc w podejmowaniu różnych decyzji, też tych, które tyczyły się powołania. Dzięki temu, że byłam razem z ludźmi, którzy na co dzień szukają woli Bożej i ja miałam odwagę pytać się o nią i odpowiedzieć na nią (odpowiedzieć z pomocą łaski). Z ludźmi ze Wspólnoty Jordan czułam się związana też w czysto ludzki sposób. Jednocześnie moja świadomość odejścia łączyła się z poczuciem wolności, ale też wsparcia z ich strony. Dziękuję Jezusowi, że postawił mnie we Wspólnocie Jordan.
Katarzyna Podsiadlik
Karmel Niepokalanej Pani Jasnogórskiej i św. Józefa
Poznań, dnia 5 kwietnia 2002 roku
We Wspólnocie Jordan byłam niejako od początku. Jest bowiem ona historią mojej wspólnoty z Bogiem. Pamiętam sierpniowy wieczór 1997 r., gdy po wielu rozmowach z ks. Tomaszem Knopem (był nowym wikariuszem w parafii w Złotym Potoku, ja zaś mieszkałam w Janowie) przeżyłam spowiedź, która stała się dla mnie początkiem wszystkiego, początkiem mojego nowego życia. Ksiądz powiedział wtedy do mnie słowa, których jeszcze nie rozumiałam, ale głęboko zapadły mi w serce: "Dziś narodziła się Wspólnota". Albowiem "Gdzie dwóch lub trzech..." We wrześniu zebrało się kilka osób z parafii złotopotockiej, z Janowa. W każdy wtorkowy wieczór spotykaliśmy się w Kościele i rozważaliśmy od początku Ewangelię św. Jana. Tamte wieczorne spotkania, w ciemnym kościele (p.w. św. Jana Chrzciciela) dla mnie były jak snopy światła, ukazujące odwieczną Obecność Chrystusa w moim życiu i to jaki jest mój Bóg. W pierwszy dzień Adwentu Beatka (jedna z osób chodzących na wtorkowe spotkania) przyjęła Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Ja oddałam swoje życie Jezusowi w Boże Narodzenie 1997 r. Od wrześniowych spotkań w kościele zostałyśmy we dwie. Jezus nawracał po dwóch... Przez pół roku modliliśmy się w trójkę: ks. Tomasz, Beatka i ja. Pragnęliśmy wspólnoty w Chrystusie, o której tak dużo mówił nam ksiądz. Zawierzaliśmy nasze pragnienia Bogu na modlitwie. Później były rekolekcje wielkopostne w Zespole Szkół Rolniczych w Złotym Potoku. Młodzież zaczęła się nawracać, szukać Boga i środków, aby wytrwać w wierze. Zaczęłyśmy prowadzić swoje grupy. Stopniowo od cotygodniowych spotkań wchodziłyśmy we wspólnotową Eucharystię czwartkową, modliłyśmy się każdego dnia Słowem Bożym. Zarazem staraliśmy się pogłębiać naszą wiarę uczestnicząc w Seminarium Odnowy w Duchu Świętym (na Jasnej Górze), na Kursie Filipa i Kursie Pawła (Szkoła Nowej Ewangelizacji w Stryszawie), poznaliśmy też międzynarodową wspólnotę ewangelizacyjną ICPE. Sami też podejmowaliśmy się prowadzenia rekolekcji, ewangelizacji w różnych parafiach. Życie wspólnotowe stało się moim życiem, obfitym życiem. Dzięki Wspólnocie trwałam przy Chrystusie, nawzajem wspieraliśmy się, utwierdzaliśmy się w wierze, w tym, że idziemy dobrą drogą. Zarazem poznawałam swoje dary, którymi mogę służyć, ale i słabości. Był czas zachwytu, ale i czas mocnego oczyszczenia własnego egoizmu i motywacji życia z Chrystusem. Bez obecności ludzi ze Wspólnoty nie mogłabym siebie tak poznać, ani wytrwać w wierze poznając własną nędzę i grzeszność. Trwając we Wspólnocie, radując się codzienną Eucharystią, codzienną godziną adoracji Najświętszego Sakramentu, pod opieką stałego spowiednika i kierownika duchowego mogłam w pełni wzrastać w Kościele i dla Kościoła. Głos Chrystusa, aby być Jego szczególną własnością odezwał się we mnie z wielką siłą. Życie dla Niego i z Nim pociągało mnie, im bardziej takiego życia kosztowałam. Czułam, że Jezus chce, abym oddała Mu się przez śluby, w klasztorze. Widziałam, że Wspólnota i to wszystko, co jej zawdzięczam była dla mnie etapem na drodze do życia konsekrowanego. Dziś, kończąc nowicjat SS Urszulanek Unii Rzymskiej wiem, że bez Wspólnoty Jordan nie byłoby mnie tutaj, nie byłabym tak dobrze przygotowana do życia wspólnotowego, sakramentalnego, do misji ewangelizacyjnej Kościoła. Moja Wspólnota Jordan wspierała mnie do końca w moim wyborze, pomagała modlitwą, obecnością, ale także materialnie (bym mogła zgromadzić różne rzeczy, potrzebne przed wstąpieniem do zakonu). Ludzie ze wspólnoty są dla mnie, jak najbliższa rodzina (i bardziej nawet, bo przez więzy duchowe!). Cieszę się ogromnie darem tej Wspólnoty, ich trwaniem, nowymi nawróceniami i ufam, że to jest dzieło Boże, wyrosło bowiem z modlitwy i pragnienia... Wielbię Boga w Trójcy jedynego we wszystkim, co uczynił mi w darze Wspólnoty Jordan, we wszystkim, co uczynił każdemu z nas. Chwała Panu!
s. Maria Magdalena Masłoń
Stara Wieś, kwiecień 2002 roku
Moje pierwsze spotkanie ze Wspólnotą Jordan to rok 1998. Postawił mnie Pan w tej Wspólnocie i jest ona dla mnie ogromnym darem. U początków mojego nawracania się była dla mnie miejscem bezpiecznym, taką ochroną, dobrym i zdrowym środowiskiem rozwoju. Na to jak ukształtowała mnie Wspólnota najlepszym dowodem jest to, że w niej odkryłam moje powołanie i jestem teraz w postulacie Wspólnoty Niepokalanej Matki Wielkiego Zawierzenia. W Jordanie przez wszystkie te lata utworzyła się podstawa tego powołania - serce zdolne usłyszeć wezwanie Pana i na nie odpowiedzieć. We Wspólnocie Jordan nauczyłam się modlitwy prawdziwej, częstej Eucharystii, rozważania Słowa Bożego. Początki były oczywiście powierzchowne, ale Pan uczył schodzenia w głębiny przez wspólną modlitwę i formację. Z tego miejsca czerpałam przez blisko trzy lata, by móc rozdawać. Wiele otrzymałam - obym teraz tego nie zmarnowała i nie zatrzymała dla siebie. Dar Pana mogę docenić patrząc z perspektywy czasu - dał to co najlepsze i nie pozwolił mi zgasnąć - co stałoby się na pewno bez oparcia w modlitwie Wspólnoty i bez trwałych postaw ludzi.
Agata Bednarczyk postulantka Wspólnoty Niepokalanej Matki Wielkiego Zawierzenia
Mam na imię Iza. Na oazie II stopnia jestem pierwszy raz. Zanim przyjechałam na rekolekcje bardzo oddaliłam się od Boga. Wakacyjne rozleniwienie sprawiło, że stopniowo usuwałam Jezusa na dalszy plan, a Jego miejsce zajmowała telewizja, muzyka, rozmowy z przyjaciółmi. Nie starczało już czasu na modlitwę, a nawet jeśli miałam możliwość spotkania z Jezusem, szybko znajdowałam mnóstwo powodów, by tylko się nie modlić. Stopniowo coraz więcej czasu spędzałam na oglądaniu telewizji, aż wreszcie stałam się jej niewolnikiem. I kiedy zorientowałam się, że nie panuję nad tym, było już za późno. I pewnie było by tak, że brnęłabym coraz głębiej w to zniewolenie, gdyby Pan Bóg nie zesłał mi oazy. To dzięki Niemu tu jestem. Na początku było mi trudno, prześladowały mnie sceny z filmów, powracałam myślami do domu, chyba tęskniąc trochę za tym, co zostawiłam. Byłam w tym bardzo podobna do Izraelitów, którzy wyprowadzeni z Egiptu szemrali przeciwko Bogu. Ale Bóg wzbudził we mnie pragnienie porzucenia takiego bezcelowego życia i nawrócenia. Pokazał mi wszystkie grzechy, ale także dał możliwość oczyszczenia się i sposób na to, jak zaradzić zniewoleniom. Otóż w swej wielkiej miłości wyszedł do mnie, chcąc mnie wyzwolić, wyprowadzić z Egiptu. Jakby swą obecność i przychylność potwierdzając znakami, słowami: "Kocham cię" i ode mnie zależało, czy przyjmę Jego dar. Podjęłam życiową decyzję i powiedziałam swoje "fiat", swoje tak. W modlitwie pragnę oddać Mu swoje życie i zawrzeć z Nim osobiste przymierze, którego znakiem jest KWC (Krucjata Wyzwolenia Człowieka), którą mam zamiar podpisać. I choć przede mną jeszcze spowiedź św. To wiem, że Bóg chce mego wyzwolenia i da mi siłę, by się oczyścić. I to jest jeden z owoców tych rekolekcji: oddanie całej siebie Jezusowi razem z moją całą nędzą. A po rekolekcjach myślę, że z pomocą łaski Bożej jestem w stanie wytrwać i świadczyć o Jezusie w moim środowisku, choć wie, że to nie będzie łatwe.
Chwała Panu!
Mam na imię Basia, mam dziewiętnaście lat. Mój ojciec zawsze miał problemy z alkoholem. W domu prawie cały czas były awantury i bijatyki. Kiedy miałam trzynaście lat. Ojciec wyprowadził się i założył nową rodzinę, a ja nie potrafiłam wybaczyć mu tych wszystkich krzywd jakie nam wyrządził. Po spowiedzi i wielu rozmowach z kapłanem wydawało mi się, że już wszystko jest w porządku, ale Pan Jezus pokazał mi na tych rekolekcjach, że to nie prawda. Podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem była prośba, aby przebaczyć teraz swojemu ojcu. Ja, która myślałam, że mam już to za sobą rozpłakałam się, a przed oczami stanęły mi wszystkie obrazy z dzieciństwa. Wtedy Pan Jezus przyszedł z wielką łaską uzdrowienia, iż mogłam powiedzieć patrząc na to wszystko "tatko - kocham cię". Są to słowa, których nie byłam wstanie wypowiedzieć wcześniej myśląc o moim ojcu, ale teraz dzięki łasce Bożej mogę się za niego szczerze modlić i mam nadzieję, że gdy zobaczę się z nim po oazie Pan Bóg da mi siłę, abym mogła mu powiedzieć o tym, że go kocham.
Za to wszystko dzięki Ci Boże!
Pierwsze moje nawrócenie dokonało się trzy lata temu, jednak nie od razu wszystko uległo zmianie. Do tego czasu nie zawsze rozumiałam sens ciągłego powstawania z grzechu i walki z moimi słabościami. Podczas tych rekolekcji prawdziwie poczułam się jak naród Izraelski, który ciągle odchodził od swojego Boga i nie służył mu całym sercem. Pan Bóg uświadomił mi, że najważniejsze jest to, że to moje wyzwolenie z niewierności Jemu ma się dokonywać tylko Jego mocą. "On sam przychodzi, by mnie wybawić". Działo się to zwłaszcza podczas codziennego rozważania Słowa Bożego, kiedy zaczynałam dostrzegać swoją słabość, a jednocześnie Pan Bóg przychodził w darze pokoju. Dawało mi to pewność, że to On sam walczy za mnie. Męka i Zmartwychwstanie Chrystusa stały się moją siłą. Pan Bóg mnie wychowuje i kształtuje. Widzę, że podczas tych rekolekcji pozwolił mi zrozumieć to, co jest głębokim sensem chrześcijaństwa: rezygnacji z wielu rzeczy ze względu na Niego. Jeżeli On mi się dał cały podczas swej męki, to cóż mogę zrobić ja, Jego stworzenie? Daję Mu to, co mogę dać: swoją wolność, przyjemność, przyjaciół... To Bóg daje mi siłę, aby móc z tego zrezygnować. On za mnie walczy.
Chwała Panu!
Ania Banaszkiewicz
Przyjeżdżając na te rekolekcje nie czułam potrzeby przemiany życia. Wydawało mi się, że od nawrócenia konsekwentnie idę drogą ku świętości. Myślałam, ze strasznie się staram i jestem tak wierna Bogu, że nic mi już nie potrzeba. Pan Jezus jednak myślał inaczej. Od początku rekolekcji mówił do mnie w kazaniach, wykładach i świadectwach (szczególnie mojej grupy). Ja rozumiałam, lecz nie potrafiłam przyjąć. Dopiero w trakcie Drogi Krzyżowej coś zaczęło we mnie pękać. Jezus po kolei zaczął wyciągać najboleśniejsze sceny mojego życia. Zbuntowałam się, choć wiedziałam, że jest to bez sensu i zaczęłam mocować się z sobą - walczyć. Trudno opisać jak bolesnym jest miażdżenie własnej pychy. Lecz w czasie modlitwy wieczornej Pan powiedział przez czyjeś usta: "Nie bój się. Wystarczy ci mojej łaski". Poczułam, że słowa te są specjalnie dla mnie i że choć boję się łaski - to ona mnie ściga. Uwierzyłam w to i od tego czasu z ochotą zaczęłam oddawać się bolesnej interwencji Jezusa i zdecydowałam się na spowiedź generalną. Staram się znów zaufać Jemu, nie sobie, uwierzyć Jego słowu i poddać się Jego uzdrowieniu.
Marysia W.